O języku polemik politycznych cz.I

Jednym z zadań elit politycznych jest krzewienie wartości poprzez ukazywanie wzorców, dlatego władza, biorąc czynny udział w formowaniu działań, wpływających na rozwój całego państwa, powinna czuć się odpowiedzialna za rodzaj i sposób podejmowanych decyzji, które warunkują społeczne nastroje. Toteż, żeby pozyskać zwolenników, należy postępować wedle ogólnie przyjętego kryterium szacunku wobec drugiego człowieka, uczciwości i bezinteresowności.

Grupy społeczne, między którymi panuje zasada solidarności, szeroko pojętej współpracy, a także ponoszenia konsekwencji za własne czyny, mają szanse rozwoju, natomiast te, w których panuje powszechny bezład, a poszczególne ugrupowania nie potrafią się komunikować, są skazane na degrengoladę. Przedstawiciele władzy w Polsce skłaniają się ku drugiej tendencji, hamując ewolucję własnego państwa. Główną przyczyną wymienionego zjawiska jest brak porozumienia pomiędzy opozycją a rządzącymi, a w rezultacie nieustający spór polityków różnych partii, który upodabnia się  raczej do bokserskiej walki niż rozmowy,  polegającej na logicznym argumentowaniu swoich racji. To z kolei skłania do reprezentowania różnych postaw, takich jak: relatywizm moralny, nepotyzm, ksenofobia, warcholstwo i buńczuczność, a te bynajmniej nie są respektowane przez społeczeństwo. Moja praca ma być próbą zbadania zjawisk, zwłaszcza językowych, które pojawiają się w kręgach polityków i ich wpływ na kreowanie własnego wizerunku.

Współczesny polityk przypomina raczej aktora, odgrywającego pewną rolę, a jego wystąpienia można porównać do spektakli, w których najważniejsze jest ukazywanie siebie, partii politycznej, bądź programu w jak najlepszym świetle. Jednak za każdym razem musi on stawić czoła oponentowi z przeciwnej partii, naruszając jego dobra osobiste. Czyni to wielokrotnie za pomocą języka, który jest pełen inwektyw i pomówień. Epitety takie jak : „ćwok”, „palant”, „cham”, „świniarz, który zajął się polityką”, „padalec polityczny”, ”kanalia”,   „porno-minister” stanowią oręż w walce politycznej, w której brak argumentów zastępuje wulgarny język.  Politycy natomiast używają obraźliwych sformułowań swobodnie i niemal bezkarnie.

Ewa Kołodziejek w artykule „Językowe środki zwalczania przeciwnika, czyli o inwektywach we współczesnych tekstach politycznych”[1] przedstawia wypowiedź Ryszarda Zająca, który w 1992 roku na łamach „Głosu Wodzisławia” nazwał wojewodę katowickiego i działaczy regionalnej „Solidarności” palantami i bohaterami styropianowego etosu(za co został skazany przez sąd na karę 9 miesięcy pozbawienia wolności), którą zestawia z wypowiedzią posła Janusza Korwina-Mikke, zdobywcy nagrody „Srebrnych ust” za obraźliwy epitet skierowany pod adresem rządu, słynne rząd rżnie głupa. Przykład zaprezentowany przez autorkę ukazuje jak na przestrzeni kilku lat zmienia się znaczenie leksemu obelga, który niedawno znaczył to, czego dziś już nie znaczy.

Kolejnym przełomowym wydarzeniem jest afera z udziałem Lwa Rywina i Adama Michnika. Przyczyną skandalu stała się propozycja korupcyjna, jaką Lew Rywin miał złożyć Leszkowi Millerowi w związku z nowelizacją ustawy o radiofonii i telewizji. Rozmowę na temat oferty, jaką chciano przedłożyć przedstawicielowi rządu nagrał redaktor naczelny Gazety Wyborczej. Lew Rywin tłumaczył w niej, że jego stosunki z premierem mogą wpłynąć na decyzję o wprowadzeniu poprawek do ustawy, tak aby były one korzystne dla Agory ( polska spółka prawa handlowego). Profity, które za pomocą ówczesnego właściciela Heritage Films miałaby pozyskać Agora, kosztowałyby ją 17,5 miliona dolarów. Prezes spółki Wanda Rapaczyńska była zaskoczona  i oburzona propozycją Lwa Rywina, dlatego po konsultacjach z Adamem Michnikiem oboje zadecydowali o tym, że rozmowa Lwa Rywina z redaktorem naczelnym Gazety Wyborczej zostanie zarejestrowana.[2]

Nagranie dostarcza informacji na temat oferty korupcyjnej, ale pozwala też na analizę warstwy językowej jej uczestników. W artykule pt. Rzeczpospolita Trzecia- knajacka[3] jego autor powołuje się na opinię posła Bogdana Lewandowskiego, który w trakcie posiedzenia Komisji Śledczej stwierdził, że język jakim posługiwał się Adam Michnik w trakcie rozmowy z Lwem Rywinem był knajacki. Tezę posła popierają wypowiedzi naczelnego Gazety Wyborczej, który w trakcie rozmowy z właścicielem Heritage Films stwierdza: Klucz jest w dwóch miejscach tak naprawdę. Po pierwsze – jeżeli to jest wiadomość, message od Leszka Millera, to ja to biorę. Ja żadnego innego message nie biorę serio. Już za dużo mnie wykiwali[4]. Podobny język charakteryzuje osobę Rywina. Na pytanie Adama Michnika, o to dlaczego pośredniczy w rozmowach na temat próby zawiązania transakcji, usłyszał: Dlatego, że ty – pomimo że jesteś wariat, to jednak obliczalny wariat jesteś i z tobą jak się dogadam, to się dogadam, z Solorzem nie. Zresztą ja im sam odmawiałem od Solorza. Dlatego, że to jest bandyta, nie złodziej, z nim się nie da namówić. Ja próbowałem, zresztą Wanda i Piotr mogą o tym dokładnie opowiedzieć. Ułożyć się potrzebowałem, ale to nie, nie. To jest facet, który ci wbije rdzawy nóż w plecy. Wiem, że on chodził tam i tego, ale… Bo był ruch odwrotny, że Polsat wchodzi.[1]


[1] Tamże


[1] E. Kołodziejczyk, Językowe środki zwalczania przeciwnika, czyli o inwektywach we współczesnych tekstach politycznych, http://www.is.uw.edu.pl/studenci/pliki/spolecznekonteksty1sem/pdf/kolodziejek.pdf, 3.01.2009

[2] P. Smoleński, Ustawa za łapówkę czyli przychodzi Rywin do Michnika, http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,42985,1237212.html, 3.01.2009

[3] M. Kokoszewicz, Rzeczpospolita Trzecia-knajacka, http://www.prawica.net/node/5078, 3.01.2009

[4] Tamże cz

Leave a Reply