Już od dawna znajduję podziw dla tych wszystkich śmiałków, przekładających dzieła literatury światowej na nasz ojczysty język. Jakże dzielni są, poszukując odpowiednich słów dla wyrażenia myśli artysty, którego utwory piszą od początku. Wielcy, których nazwisk nie znajdziemy na okładkach książek, a czasem tylko, małą czcionką, zaznacza się nam ich obecność. Uczestniczą w naszej przygodzie z lekturą i giną w świadomości czytelniczej po jej przeczytaniu . A to właśnie oni zapoznają nas z odległymi światami, ukazanymi przez Marqueza, turecką rzeczywistością przedstawioną przez Pamuka, czy z obrazem niespełnionej miłości ukazanym w Tristanie i Izoldzie. I dzięki nim poszczególne dzieła rozbudzają ciekawość oraz zmuszają do refleksji nad istotnymi kwestiami, dotyczącymi ludzkiej egzystencji.
Z wybitnymi przekładami spotykamy się, choćby w przypadku Hamleta autorstwa Williama Szekspira, którego podjęli się miedzy innymi: Wojciech Bogusławski, Józef Paszkowski, czy Stanisław Barańczak. Wymagało to z ich strony ogromnego wkładu pracy i umiejętności funkcjonowania na dwu płaszczyznach językowych, z uwzględnieniem konieczności najwierniejszej kopii oryginalnego tekstu. Ten nie lada wysiłek spotkał się z wielkim uznaniem czytelników, jak w przypadku Barańczaka, jak i zapomnieniem, w związku z przekładem Władysława Tarnawskiego. Poniżej zamieszczam fragmenty Hamleta obu autorów: Być albo nie być - oto jest pytanie. Kto postępuje godniej: ten, kto biernie Stoi pod gradem zajadłych strzał losu, Czy ten, kto stawia opór morzu nieszczęść I w walce kładzie im kres?
(S. Barańczak)
Być, czy też nie być - oto jest pytanie. Czy szlachetniejszy widny duch w znoszeniu Pocisków oraz strzał gniewnego losu, Czy w pochwyceniu za broń przeciw morzu Przykrości, by im kres położył opór?
(W. Tarnawski)
Pozornie, przedstawione teksty niczym się od siebie nie różnią. Co w takim razie decyduje o wyższości jednego nad drugim? Aby udzielić odpowiedzi na zadane pytanie, warto skupić naszą uwagę na elementach różniących oba fragmenty. To, co wydaje mi się najbardziej oczywiste, oscyluje wokół samej osoby Barańczaka, poety współczesnego, uważanego za wybitną jednostkę, zasłużoną w czasach, gdy nie istniało pojęcie wolności słowa. O Tarnawskim natomiast nie wiadomo nic albo prawie nic, a to z kolei nie przysparza popularności jego dziełu. Ponadto Barańczak posługuje się swoim, charakterystycznym stylem pisania, co przydaje atrakcyjności jego Hamletowi.
W związku z tłumaczami literatury obcojęzycznej, należy wspomnieć o Tadeuszu Boyu-Żeleńskim, który zafascynowany literaturą francuską, przenosił ją na polski grunt, tym samym, pozwalając i nam oślepnąć od jej blasku.
Tadeusz Boy-Żeleński to postać, która już wielokrotnie zdążyła mnie sobą zadziwić i zachwycić jednocześnie. Pisarz epoki dwudziestolecia międzywojennego, z którym długo kojarzyłam tylko jeden tom wierszy pt. Słówka. Dopiero później dowiedziałam się o jego talencie, związanym nie tylko z własną twórczością i etatem tłumacza, ale również z próbą historycznoliterackiej oceny dzieł, które przekładał. Myślę o zbiorze esejów pt. Mózg i płeć, składającym się z trzech tomów, w którym zawarte są przedmowy do różnych utworów literatury francuskiej, prezentujące historie wybitnych twórców takich jak: Monteskiusz, czy Rabelais. Historie opatrzone subiektywną oceną, ale tak intrygujące, że można się zatopić w ich treści, raz po raz zdumiewając nad wymiarem tych treści.
Ku mojemu zdziwieniu, pojawił się tam również wstęp do tłumaczonej na język polski twórczości, wielkiego skandalisty średniowiecza. Franciszek Villon, bo tak nazwano tego cygana, wyróżniającego się talentem i życiorysem niepasującym do epoki. W czasach, kiedy to Bóg stanowił centrum człowieczych myśli, pojawił się artysta-rzezimieszek, awanturnik i oszust, bezprecedensowo łamiący wszelkie zakazy i odbiegający od upragnionego ideału ascety. Za rozboje był wielokrotnie wypędzany z miasta, a pomimo to, tworzył poezję na wskroś przejmującą, która traktowała głównie o losie biednego człowieka. Swoją historię Villon spisywał ot tak po prostu, bez żadnych ubarwień i podkreśleń, bez przerysowanych środków artystycznego wyrazu, bez kłamstwa. Stał się indywidualistą nie tylko wyprzedzającym własną epokę, ale nie doczekał się godnego następcy ani w czasach renesansu, ani w czasach baroku.
Villon znany jest przede wszystkim z Wielkiego Testamentu, który mieści w sobie większą część jego spuścizny literackiej. Do wyrażania myśli, średniowiecznemu poecie, służyły ballady, które składają się na dzieło życia poety. Te utwory poruszają kilka istotnych wątków jak: miłość, bieda, przemijanie, wreszcie śmierć, a ich wielkość polega przede wszystkim na autentyczności, wyrażonej w ujmowaniu w strofy własnych zmagań z losem.
Villon otwiera tę opasłą księgę, poetów napiętnowanych, których odrodzenie następuje najsilniej w wieku XX. W tym czasie na świat przychodzą: Andrzej Bursa, Rafał Wojaczek, Edward Stachura. A także wielu innych, mniej lub bardziej znanych pisarzy, obezwładnionych niemocą, objawiającą się w każdej dziedzinie życia. To oni buntowali się przeciw wszystkiemu i wszystkim, pałali nienawiścią do zastanej rzeczywistości. Krzykiem wnosili sprzeciw wobec różnym niesprawiedliwościom. To także ci, których problemy przerastały ich samych, dlatego stosowali rozliczne metody ,aby zagłuszyć obecny w nich ból: alkohol, próby samobójcze, a także bogata twórczość.
Rafał Wojaczek od dzieciństwa przejawiał geniusz pisarski. Wyróżniał się także na tle innych dziedzin i był doskonałym dzieckiem swoich rodziców. Jednak już od najmłodszych lat cierpiał na tzw. chorobę jaskółczego niepokoju, która wkrótce przyczyniła się do prób samobójczych. Ta, która zakończyła się śmiercią Wojaczka nastąpiła w nocy z 11 na 12 maja 1971 roku. Poeta wcześnie kreował swój mit poety przeklętego, jego życie obfitujące w ekscesy i skandale, przypieczętowane zostało alkoholizmem i chorobą psychiczną, wymagającą hospitalizacji.
Andrzej Bursa, podobnie jak Wojaczek, kreował swoją postać na wzór poety przeklętego. Jego życie owiane tajemnicą, wzbudzało szaleńczą ciekawość wśród odbiorców. Snuto rozmaite dywagacje nawet na temat jego śmierci, która miała być samobójcza, a nie jak to się stało rzeczywiście, spowodowana chorobą serca.
I wreszcie Edward Stachura, który pewnie goni swoje bieszczadzkie anioły i ściga się z wiatrem w zawodach. Albo marząc przemierza połoniny w zielonym kajecie spisuje własne myśli, a później nieporadnie śpiewa bądź odczytuje na głos, czekając na podziw publiczności.
Ta garstka, wymienionych przeze mnie poetów, wpisała się w poczet artystów i figuruje na kartach historii. Czy ich dzieła przetrwają próbę czasu? Czy następne pokolenia będą wynosić poszczególnych artystów na piedestały?
O aktualności niektórych tworów pisarskich można pisać przy okazji, wspomnianego już T. Boya-Żeleńskiego i jego esejach, zamieszczonych we wspomnianej już książce. Te utwory emanują świeżością i mam nadzieję, że jeszcze długo się nie zestarzeją. To co artysta potrafi za pomocą języka jest zdumiewające. Kreśli nam pewne sylwetki, tak jakby potrafił przemieszczać się w czasie i poznał artystów o których pisze. Villon dzięki niemu staje się bliższy czytelnikowi, a Monteskiusz i Rabelais ukazani jako niezwykli pisarze, są w końcu tak ja my, ludźmi.
Po raz pierwszy spotkałam się z tak ciekawymi zabiegami słownymi, dzięki którym, biografia, czy krótka analiza twórczości mogą być dla mnie atrakcyjne, nie tylko jako polonistki, ale przede wszystkim jako jednego z wielu czytelników.
