Humoreski śląskie cz.III

W obrębie pieśni sytuuje się również twórczość zbójnicka, której komizm ujawnia się za pomocą rubasznego języka, np.:

„Nie ma nad Proćpaka tęższego chłopaka

On kiedy pon jaki mo kabot złocisty

Cyrwone chodaki, pas rzymienisty cysty

Za pasym toporek i dukatów worek

Nie dba na dworaka, ani na wojaka

Choć trefi na zucha, zginie kieby mucha

Choć tysiąc górali, on się im wyśliźnie

Jak toporkiem piźnie, z rudnicy wypali

Uciekoj kto może, bo zginies nieboze.”

„Pójdźmy chłopcy kraść i zbijać

Bo ni momy za co pijać

Ej, bo sie zapocyno

Ej, bo sie zapocyno

Bucyna ozwijać”

„Tajcuj ze se tajcuj

Kacmarecko tłusto

a bydzie za niedługo

stajenecka pusto” [13]

Czynników, kształtujących wymienioną cechę językową, należy szukać na płaszczyźnie fonetycznej gwary, gdzie obserwujemy zwężanie samogłosek, opadającą intonację i specyficzne obniżanie barwy głosu, a także na poziomie słowotwórstwa, gdzie brakuje zdrobnień oraz na powierzchni leksykalnej, co przejawia się w dużej ilości germanizmów i archaizmów.

Zatrzymując się przy śląskich pieśniach o tematyce zbójnickiej, warto zwrócić uwagę na społeczność, dla której były śpiewane, zarówno przez rozkochane dziewczęta, jak i zadowolony lud. Zbójnicy uchodzili za bohaterów, odbierających pieniądze bogatym i dzielących się nimi z biednymi. To dlatego chłopi odnosili się do zbójników przychylnie, pomagali im, donosili żywność i przekazywali informacje. Zbójnicy swoim wyglądem budzili zazdrość wśród młodych górali. Nosili bogate, nabijane zrabowanym srebrem i złotem pasy, piękną zdobyczną broń, koszule z jedwabiu lub atłasu, a ich głowy zdobiły pióropusze z orlich piór i pęki barwnych wstążek, lub kapelusze obszyte złotymi dukatami. Ważnym elementem stroju był skórzany pas sięgający prawie do pach. Największy rozwój zbójnictwa na terenach Beskidów Zachodnich przypada na wiek XVII i XVIII, wtedy zwiększał się pańszczyźniany ucisk na chłopów[14].

Rubaszny język znamionuje również anegdoty i dowcipy ze zbioru Józefa Ondrusza pt. Proza ludowa górników karwińskich, co można zilustrować przykładami:

Karlik kupił nowy motocykiel.

-Pódź, przewiezym cie!- prawi do kamrata.

Kamrat, aby go w tej jeździe nie przewioło, tak se oblyk Kabot kneflami na Pleca.

Jak tak potym jechali, tyn kamrat spod motocykla i zustoł na ceście bez siebie, a Karlik pojechał dali.

Za chwile kole tego kamrata na ceście byla hurma ludzi. Kierysi skoczył po dochtora. Dochtór zbadał nieboroka i prawi:

-Już je nieboszczyk.

A kierysi mu na to:

-Jak my przilecieli, to jeszcze dychoł, ale jak my naprościli głowe podle Kabota, to zaroz przestoł dychać.

Idzie wieczór dwóch pijanych. Oba sie prziglóndajóm miesiónczkowi. Naroz Karlik pyto sie Francka:

-Ty Francek, jaki jest tyn miesiónczek: zielóny czy niebieski?

Francek mówi:

-Niebieski!

-Ni! Zielóny

I tak się zbywajóm, zbywajóm, aż tu idzie Izydor, też pijany. Toż się go pytajóm:

-Wybocz, kamrat, ale nóm powiydz, jaki je tyn miesiónczek? Zielóny czy niebieski?

Izydor się prziglóndo i prawi:

-Nó, ja, ale kiery? tyn lewy, czy tyn prawy?

Stary Frytuś wraco z gospody, stoji przi chałupie i fórt cosi szyple przi dwiyrzach.

Idzie policajt, dziwo się mu na chwile i mówi:

-Tóż tym cygarym wy tych dwiyrzi nie odymkniecie!

-Pieróna Kandy, toch jo isto Tyn klucz wykurził![15]

Leave a Reply