Barańczak w jednym ze swoich esejów przywołuje postaci dwu bohaterów, którzy występują na stronach „Czarodziejskiej góry”. To one stanowią rdzeń całego eseju, bo za ich pomocą autor opowiada nam o sztuce i zmianie społecznego myślenia od czasu, gdy Mann napisał swoją powieść.
Początkowo Barańczak charakteryzuje Settembriniego i Naphtę. Pierwszy to śmieszny i zapalczywy humanista, który nosi niezmienne spodnie w kratę i wytarty surdut. Ponadto raz po raz głosi wzniosłe tyrady, krzycząc o postępie i czynie. Drugi, okrutnie trzeźwy inkwizytor, kieruje się pokrętną i żelazną logiką. Podważa sens zdań swojego przeciwnika, nazywając je anachronizmem, wywołującym ziewanie. Obaj walczą o duszę młodego Hansa Castropa, który wbrew ich pojedynkowi wybiera własną drogę, wznosząc się ponad ideami wyznawanymi przez Settembiniego i Naphtę.
Barańczak przywołuje postaci, które toczą nieustanną bitwę o ludzkie dusze, snując refleksje nad zadaniami, jakie powinno się wytyczyć szeroko pojętej sztuce. Powołując się na historię, Naphta zyskał rozgłos, a jego teorie współwyznawców. Spustoszenie moralne zasiane przez faszystów odcisnęło ogromne piętno w dziedzinie moralności, a głos Naphty spotężniał, podczas gdy Settembrini przycichł i stał się ledwie słyszalny. Musiał porzucić swoje „buńczuczne tyrady”, bowiem po tym wszystkim co spotkało wojenną Europę nie może ślepo wyznawać zasad czynu i postępu. Nie znaczy to jednak, że Settembrini musi się poddać w ręce odczłowieczonych Napht.
Dlatego i sztuka powinna porzucić utarte schematy. Należy zrezygnować z postrzegania kultury jako jednolitego dziedzictwa, które każdy z nas musi bezapelacyjnie respektować, bo czym innym jest historyczna ciągłość etycznych postulatów, a nieciągłość społecznego doświadczenia. Ponadto Barańczak twierdzi, że sztuka dziś przegrywa w starciu z doktryną, a nawet wbrew sobie ją wspomaga, jeśli godzi się na utopię, zamykając oczy na drażniące konflikty.
Poezja jako jedna z gałęzi sztuki posiada najlepsze narzędzia w walce z zafałszowanym słowem i to ona powinna nas uczyć myślenia pozbawionego automatyzmu, a działania opartego na samodzielnych wyborach. Zatem podstawowym celem powinna stać się odbudowa etyki, w której nie będzie autorytetów, a panującą zasadą stanie się hasło: „Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego”, wykraczające daleko poza idee chrześcijaństwa, a uderzające w jedyną miarę wartości, jaką bez wątpienia jest drugi człowiek. Dlatego poezja jest tu tą dziedziną, która posiadając odpowiedni bagaż doświadczeń potrafi i może stworzyć nowy dekalog, gdzie zapanuje system zachęt do samodzielnego myślenia, a człowiek w każdej chwili zobowiązany będzie do dokonywania indywidualnych wyborów. Bo „tylko rozważenie stosuku „ja” do „nie ja”, do kogoś, kto jak ja jest człowiekiem, może mi pomóc w odróżnieniu dobra od zła”
