Ponadto w wypowiedziach premiera nie brakuje błędów logicznych i gramatycznych, jak w tej o działaniach podejmowanych przez Zytę Gilowską: Pani premier niech się zajmie, tak powiem państwu tu otwarcie w tym gronie, niech się zajmie sytuacją polskiej służby zdrowia i przestanie niszczyć dalej polskie rolnictwo, niech ona się zajmie służbą zdrowia a nie dalszym niszczeniem polskiego rolnictwa, od tego jesteśmy my! [1] Lapsus słowny, którego przykład zamieściłam powyżej jest jednym z częstych błędów, jakie charakteryzują wypowiedzi byłego wicepremiera.
Społeczną niechęć do osoby Andrzeja Leppera wywołały jednak opinie kierowane pod adresem Anety Krawczyk, która złożyła pozew w sprawie przewodniczącego Samoobrony i Stanisława Łyżwińskiego. Wyrażenia, których użył premier łamią wszelkie normy etyki językowej, wskazują na buńczuczną postawę Andrzeja Leppera i brak szacunku do drugiego człowieka. Sławomir Drelich[2] wskazuje nawet na specyficzny żargon polityczny premiera, w którym pełno jest wyzwisk i określeń prześmiewczych, co reprezentuje brak kultury politycznej. Agresywny, dosadny i ordynarny sposób komunikowania się przewodniczącego poddaje w wątpliwość zasadność przyznania mu odpowiedzialnych i reprezentatywnych stanowisk. Powołując się na seksaferę Andrzej Lepper zaprezentował postawę aroganckiego polityka, którego nie obejmują pewne konwencje, i które bez żadnych konsekwencji może łamać. Były minister rolnictwa sformułował niestosowną i obraźliwą wypowiedź na temat Anety Krawczyk, która brzmi: Niech ta pani idzie do partii zboczonych kobiet. Ona jest zboczona do potęgi. Niech taką partię założy i będzie sama w tej partii, bo myślę, że więcej takich kobiet w Polsce nie ma.[3] Osoba, która obejmuje stanowisko rządowe z uwagi na przyzwoitość i kontrolę społeczną powinna unikać radykalnych sądów. Ponadto dbając o swój prestiż i wizerunek należy mieć na uwadze, że skutkiem tak wygłoszonej opinii jest krytyka nadawcy. W obliczu przedstawionych argumentów można stwierdzić, że Andrzej Lepper nie jest autorytetem w dziedzinie kultury języka, co demonstruje za pomocą niestosownych wypowiedzi.
„Współtwórcą” seksafery jest były poseł Samoobrony Stanisław Łyżwiński, który jako polityk nie spełnił oczekiwań społecznych, nie tylko dlatego, że stał się uczestnikiem „afery rozporkowej”, ale przez wzgląd na arogancką postawę i brak umiejętności w podejmowaniu wiążących decyzji. Ponadto język, którym posługuje się były działacz wymienionej partii przypomina sposób, w jaki komunikują się ludzie z marginesu społecznego, niżeli współtwórcy ustaw mających wpływ na funkcjonowanie państwa. Poseł Łyżwiński wywołuje negatywne reakcje społeczne poprzez swą wątpliwą postawę moralną, ale również przez specyficzny rodzaj porozumiewania. Gazeta Wprost przedstawiła fragment autentycznego nagrania z udziałem posła i Andrzeja Pastwy w sprawie porwania wspólnika Stanisława Łyżwińskiego:
Stanisław Łyżwiński: I co z tym skur… robimy dalej?
Andrzej Pastwa: Z B. – tak?
Stanisław Łyżwiński: Tak.
Andrzej Pastwa: To musi pan zdecydować, panie Stasiu.
Stanisław Łyżwiński: Do worka, k…, potrzymać tydzień i ch…!
Andrzej Pastwa: …
Stanisław Łyżwiński: I o co chodzi? Trzeba pojechać, wziąć gościa, wsadzić gdzieś do obory czy gdzieś, jednego człowieka przy nim, nie dać mu żryć tam przez trzy dni (…). I go później wypuścić i ch… Mnie ma to oddać. A ja już w tym czasie to alibi mam, sprawa prosta.[4]
Zaprezentowany dialog pokazuje jakimi strukturami językowymi posługuje się nadawca tekstu, który przesyca swój komunikat wulgaryzmami, a w jego intencji leży, aby treść informacji cechowały ordynarność i chamstwo, które pomogą w osiągnięciu wymiernych celów. Środki językowe, jakich używa mają służyć wyobrażeniu, że jest bezwzględny i zdolny do haniebnych czynów, aby uzyskać profity.
Zarówno Andrzej Lepper, jak i Stanisław Łyżwiński to postaci, które reprezentują negatywne postawy moralne. Ponadto sposób komunikowania się posłów budzi dezaprobatę obywateli i negację zachowań sprzecznych z etyką.
Po wnikliwej analizie zaistniałych zdarzeń należy zastanowić się nad jakością i celowością wypowiedzi współrządzących, którzy niejednokrotnie używają stwierdzeń wykraczających poza uzus językowy. Z artykułu zamieszczonego na jednej ze stron internetowych, dowiadujemy się, że słownictwem nieparlamentarnym posługują się zarówno przeciętni działacze formacji politycznych, jak i wysocy rangą urzędnicy państwowi. Skoro poseł Cymański „ Jedzie na instynkcie”[5], a prezydent tuż po spotkaniu wyborczym na warszawskiej Pradze żegna uczestnika spotkania formułą : „Spieprzaj dziadu”[6], to należy pokusić się o refleksję nad stanem kultury politycznej jej przedstawicieli. Ponadto autor artykułu wskazuje na zjawisko infantylizacji języka, za czym przemawiają zwroty, takie jak: „trzeba nakarmić kaczki”[7], czy „odstrzelić kaczora”[8]. Charakterystyczny sposób przekazywania komunikatów należy przypisać chęci zaistnienia przez polityków i kształtowania ich wizerunku.
[1] Tamże
[2] S. Drelich, Liberalizm w żargonie politycznym Andrzeja Leppera, http://dialogipolityczne.webpark.pl/Drelich2A.html, 3.01.2009
[4] Za: http://serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34397,4314465.html, 3.01.2009
[5] http://www.wiadomosci24.pl/artykul/jazda_po_bandzie_8221_jezyk_polskich_politykow_36613.html, 3.01.2009
[6] Tamże
[7] Tamże
[8] Tamże
